Najważniejsze pytanie, jakie zadają sobie elity polityczne i media w państwach Unii Europejskiej można skonkretyzować do pytania: jak będzie wyglądała w przyszłości UE? Czy i jaką formę przyjmie zarówno Unia, jak i strefa euro?
Przemówienie ministra spraw zagranicznych R. Sikorskiego w Berlinie stanowi próbę stworzenia jednej z propozycji odpowiedzi na powyższe pytania. Pomijając takie szczegółowe (ale ważne w swojej istocie i w okolicznościach) kwestie, jak miejsce wystąpienia polskiego ministra czy postać domniemanego ghostwritera Sikorskiego (p. Ch. Crawforda, byłego ambasadora Wielkiej Brytanii w Polsce), warto zwrócić uwagę na merytoryczne aspekty tej przemowy.
Zawiera ono bowiem kilka kontrowersyjnych tez takich, jak choćby ustalenie wyłącznych prerogatyw państw-autonomii przyszłej federacji UE. Wpływ państwa członkowskiego UE na wspomnianą przez Sikorskiego politykę podatkową, jest już obecnie mocno ograniczony. Dla przykładu, wystarczy przypatrzeć się skutkom obligatoryjnego wprowadzenia dyrektywy UE dotyczącej stawki podatku VAT na książki.
W przemowie ministra SZ jest też parę takich zdań, z którymi można by skutecznie polemizować, w tym ze stwierdzeniem o wyższości UE nad innymi regionami oraz wyprzedzaniu przez nią aktualnych standardów. Które to standardy, zdaniem pana ministra, UE wyprzedza i które z nich inne państwa/regiony świata powinny przyjmować u siebie? Może Stany Zjednoczone powinny spojrzeć z tęsknotą za standardami socjalnymi obecnymi w większości państw zachodniej Europy? A może Chiny powinny przypatrzeć się niektórym "liberalnym" przepisom gospodarczym wprowadzanym przez KE? A może p. Sikorskiemu należy po prostu przypomnieć, jak wyglądają od wielu, wielu lat rankingi konkurencyjności, innowacyjności czy wolności gospodarczej państw UE (lub całej Unii) oraz innych państw na świecie? Czy pan minister pamięta którą dziesiątkę zazwyczaj okupuję w takich tabelach Polska?
Wystąpienie p. ministra SZ RP zawiera jednak przede wszystkim propozycję, która są absolutnie nie do zaakceptowania zarówno z punktu widzenia interesów naszego państwa, jak i pomyślności całej UE.
Po pierwsze, pomysł, aby Komisja Europejska i "Eurogrupa" uzyskały "prawo do szczegółowego badania z wyprzedzeniem wszystkich głównych planów reform gospodarczych" oznacza drastyczne ograniczenie wolności i swobody działania poszczególnych państw UE. R. Sikorski tak wiele razy powtarzał w swoim przemówieniu słowo "solidarność", że najwyraźniej zapomniał o innym ważnym słowie, jakim jest "odpowiedzialność". Każde państwo powinno mieć prawo do podejmowania takich zobowiązań i takich działań (wdrażania reform lub wyboru ich zaniechania) na jakie decydują się wybrane w demokratycznych wyborach przez swoich obywateli władze polityczne. Po drugie, o ile nadzorowanie budżetów krajowych tylko w porozumieniu z Parlamentem Europejskim jest trafionym pomysłem (pomijając wcześniejsze zastrzeżenie o sensie nadzorowania takowych budżetów i reform w ogóle), to jak taki Parlament miałby wyglądać? Jak powinien funkcjonować i skutecznie ograniczać zapędy słabo kontrolowanej obecnie KE? Szczególnie w obliczu propozycji stworzenie europejskiej listy do tegoż parlamentu. Jakie to mogłoby przynieść konsekwencje (także dla Polski, ale mniejszym stopniu), opisał dosyć trafnie p. Jarosław Flis: http://jaroslawflis.salon24.pl/370785,symboliczna-jednosc. Podobnie rzecz ma się z pomysłem połączenia stanowisk przewodniczących Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej. Sama propozycja jest dobra. Wystarczy spojrzeć na skuteczność i możliwości działania obecnego przewodniczącego RE H. von Rompuya (chociaż efektywność oraz "autorytet, osobowość i charyzma" - na co wskazywał R. Sikorski wyliczając przymioty przyszłych komisarzy - jakimi obdarzony jest p. J. M. Barroso również pozostawiają wiele do życzenia).
W debacie o kryzysie w UE, warto zwrócić uwagę na nieco inne aspekty aniżeli te, które przedstawił R. Sikorski. Piszę o nich m.in. p. Paweł Kowal (http://pawel-kowal.salon24.pl/370917,w-odpowiedzi-sikorskiemu-z-prawej-strony). Istotny jest kryzys podstawowych wartości, kryzys o charakterze moralnym. Nie można mówić tylko o, nazwijmy to, „technicznej” stronie tego kryzysu. Dopiero właściwe zdefiniowanie przyczyn obecnych problemów, pozwoli uformować właściwe propozycje rozwiązania tej kryzysowej sytuacji i wyjścia z niej z możliwie najmniej bolesnymi konsekwencjami. Póki co mamy raczej do czynienia z gaszeniem pożaru poprzez polewania ognia benzyną. Za daleko posunięta integracja gospodarcza, wynikająca z wymysłów zachodnich elit politycznych, a nie z chłodnych kalkulacji geostrategicznych (przyjęcie wspólnej waluty dla państw o zróżnicowanych potencjałach i strukturze gospodarczej) spowodowała, że doszliśmy do obecnego kryzysu strefy euro. Według tych samych pomysłodawców strefy euro oraz, jak widać, także części polskich elit, w tym rządu RP, rozwiązaniem kryzysu zbyt intensywnej integracji ma być jeszcze intensywniejsza i jeszcze bardziej pogłębiona integracja... Pokrętna logika.


